Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Login/Adres e-mail:
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 498
» Najnowszy użytkownik: narana
» Wątków na forum: 152
» Postów na forum: 4,216

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 37 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 37 Gość(i)

Ostatnie wątki
Tajemny plan, czyli bibli...
Forum: Odwyk
Ostatni post: Daniel
2 godzin(y) temu
» Odpowiedzi: 57
» Wyświetleń: 9,278
Muuuzyka. Reaktywacja.
Forum: Odwyk
Ostatni post: Przemeks
6 godzin(y) temu
» Odpowiedzi: 780
» Wyświetleń: 222,626
Rozwód
Forum: Odwyk
Ostatni post: Gerald
Dzisiaj, 06:28 AM
» Odpowiedzi: 32
» Wyświetleń: 11,177
Denominacje chrześcijańsk...
Forum: Odwyk
Ostatni post: Gerald
2017-08-13, 04:53 PM
» Odpowiedzi: 8
» Wyświetleń: 953
Humor
Forum: Odwyk
Ostatni post: olo819
2017-08-02, 02:04 PM
» Odpowiedzi: 53
» Wyświetleń: 16,078
FILMY, ktore rezonuja w d...
Forum: Odwyk
Ostatni post: Powała
2017-08-01, 09:48 PM
» Odpowiedzi: 67
» Wyświetleń: 23,677
Chata książka / film, co ...
Forum: Odwyk
Ostatni post: joann071
2017-07-31, 08:42 PM
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 548
Dyskusja przeniesiona: jo...
Forum: Odwyk
Ostatni post: joann071
2017-07-24, 09:59 AM
» Odpowiedzi: 38
» Wyświetleń: 2,840
Kościół Knuta
Forum: Odwyk
Ostatni post: Hunter2321
2017-07-22, 11:19 AM
» Odpowiedzi: 39
» Wyświetleń: 7,034
100rocznica
Forum: Odwyk
Ostatni post: Gerald
2017-07-16, 10:38 AM
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1,556

 
  Denominacje chrześcijańskie
Napisane przez: Gerald - 2017-08-01, 08:47 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (8)

Ktoś ma jakiś pomysł skąd to się bierze?
Skąd ta wielorakość i różnorodność kościołów chrześcijańskich?
Bóg, jak powiedziano, jest Bogiem pokoju....
Czy rozłamy chrześcijaństwa prowadzą do pokoju czy, jakby wręcz przeciwnie?
Ma ktoś jakąś teorię po co i dlaczego te byty się mnożą?
  A może się nie mnożą tylko powtarzają na łamach historii?
Ciekaw jestem jak tą mnogość chrześcijańskich wyznań, tłumaczą chrześcijanie, ale ciekaw jestem opinii nie tylko chrześcijan
Jak myślicie skąd taką totalna rozbieżność w postrzeganiu tego samego Boga?
Gamaliel miał rację czy nie miał? Wg NT?
Tyle denominacji, a Ewangelii dalej rozmnaża się przez pączkowanie?
Każdy bierze co chce, a będzie rozliczony z tego co powinien?
Jak to mówił Konq:
Osochodzi, ale osochodzi?

Wiem sporo pytań w jednym, ale nie lubię się rozdrabniać.
Odpowiedź na pytanie główne pewnie da odpowiedź na pośrednie

Zapraszam do wyrażania swoich opinii

Wydrukuj tę wiadomość

  Chata książka / film, co sądzicie?
Napisane przez: joann071 - 2017-07-24, 12:16 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (2)

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4268669/chata

Chciałam Was zapytać, sądzicie o tego typu książkach? Przeczytałam ją prawie
całą wiele lat temu. Ale już wtedy wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Dla mnie to takie multi religion, nawiązujące na siłę do chrześcijaństwa.
Dziwiłam się, czemu jest taka popularna wśród chrześcijan. Z drugiej strony rozumiałam, że jest ona bliska tym, którzy mają dzieci lub je utracili Potem oglądałam krytyczny filmik maczugi 71 i miał konkretnie argumenty przeciwko: rozdział po rozdziale. Tak się zastanawiam czy jednak ta książka, teraz także film, nie mogłaby być okrężną drogą do Boga, dla tych, którzy do wierzących ludzi na spotkanie nie pójdą? Albo przynajmniej zastanowi tych, którzy głupio walczą z religią, nawet jeśli nikt ich na siłę nie nawraca. A tak poza tym, czy znacie jakieś książki, który nie są reklamą kolejnego showmana, a umacnianą wiarę albo zaskakują czymś oryginalnym?

Wydrukuj tę wiadomość

  Dyskusja przeniesiona: joann071 / Gerald
Napisane przez: joann071 - 2017-07-10, 02:31 AM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (38)

Jakoś chciałam założyć nowy wątek, bo Tajemny Plan nie ma z tym, co piszę nic wspólnego... i zrobiłam przeklejenie tego, co napisałam wcześniej...

Cytat:joann071 do Martina:

Cześć Martn! Każdy czasem ulega emocjom. Kiedyś też im  uległam w stosunku do Ciebie. Zdarza się. Teraz na niektóre sprawy patrzę inaczej. Nie mam problemu z poglądami Eliahu, ale mam problem z tonem  jego wypowiedzi. Rozumiem gdyby miał postawę: "Jestem Żydem Faryzeuszem i nie gniewajcie za moje poglądy." "Chcę  Wam tylko przedstawić żydowskie spojrzenie i własne poglądy." Ale czytam Wasze dyskusje na Odwyku i nie podoba mi się ironia i naigrywanie się z nas chrześcijan. "Wymyślili sobie, Ewangelię a ich Jezus i wiara, to jakaś tam wyobraźnia". Tak to widzę. "Eliahu to nie fair". Długo tu nie jestem, ale widzę, że ogólnie, ludzie Cię  tu szanują... Ciekawe rzeczy przedstawiasz, przynajmniej w jakiejś części. Martin, moim zdaniem, banując Eliahu stanąłeś w obronie Jezusa i On się Ciebie nie wyprze. Pewnie chcesz cofnąć bana? I chciałabym aby Eliahu był, ale nas nie obrażał. Pozdrawiam Wszystkich.


Cytat:Gerald do joann071:

Mnie tam Eliahu w niczym nie obraził, a znamy się kupę lat.
"Problem "z Eliahu, jaki mają chrześcijanie, w tym Martin, jest, jak myślę taki, że Eliahu stawia bardzo niewygodne pytania, na które, nawet najbardziej chrześcijańscy chrześcijanie nie są w stanie odpowiedzieć. I jak rozumiem to jest frusfrujące, dla niektórych. Ponieważ pytania te i tezy mogą zaburzać pielęgnowaną przez lata wizję.
Po wtóre, jak mniemam Eliahu dostał bana bo Martin boi się, że Eliahu odciąga ludzi od wiary chrześcijańskiej. Może i odciąga, tylko rodzi się pytanie co to za wiara, którą tak łatwo można zburzyć? Czy to, aby na pewno wiara czy może tylko jakaś fascynacja, tradycją,czy przyzwyczajenie?
Jeżeli Eli może pozbawić kogoś wiary swoimi wywodami to gdzie tu miejsce na znoszenie jakichkolwiek "ucisków".
To może jednak lepiej, że Eliahu co poniektórych pozbawia złudzeń, a nie wiary w to że wierzą?

Fakt, Eliahu nie jest zbyt delikatny w swoich wpisach, ale jeżeli ktoś lub coś może być w tych wpisach urażone to jedynie tzw"uczucia religijne" Mam nadzieję, że bywalcy domu Martina, jak i sam gospodarz "uczuć religijnych" nie posiadająWink
Joann007 czy Ty mówisz tak jak wymagasz od Eliego " jestem chrześcijanką, służką Jezusa i nie gniewajcie się za moje poglądy"?
To Eliahu ma przepraszać za to w co wierzy i za to co mówi czy co?
Nie bardzo rozumiem, to dopytuję. Mam nadzieję, że nie za ostro dopytuję

joann071 do Geralda:

Gerald. Nie dopytujesz za ostro. A ja nie każę Eliahu przepraszać za Jego wiarę. To byłby absurd! A te słowa powiedziałam w sensie, żeby Eliahu szczerze mówił, ale inaczej.  Co jest w tym złego co powiedziałam? "Jestem Żydem Faryzeuszem i nie gniewajcie za moje poglądy." "Chcę Wam tylko przedstawić żydowskie spojrzenie i własne poglądy." To oznacza tylko tyle, że jestem ŻYDEM i przedstawiam swoje poglądy, których może nie zrozumiecie, bo nie jesteście Żydami, może Was zabolą, ale przyjmijcie to jako wiedzę o Judaizmie. I niepotrzebne są inne ozdobniki, ironie, szyderstwa itd.

Przecież jak mówię do jakiegoś Japończyka, który nie słyszał o Chrystusie:
" jestem chrześcijanką, służką Jezusa i nie gniewajcie się za moje poglądy" - to nie przepraszam za swoją wiarę, tylko mówię o różnicach kulturowych, przez które, nie od razu się zrozumiemy. Chyba jest różnica jak wegetarianin, wejdzie do domu mięsożernego i powie mu: "Sorry, nie jem mięsa, bo kocham zwierzęta..." A jak ktoś powie: "Jesteś porąbańcem, mordercą"!? Oczywiście Eliahu nie jest aż taki, ale nie tylko mnie i Martina uraża... Nawet jeśli Martin ma coś innego na myśli, niż ja teraz piszę...

Mam pytanie: A co jest złego w uczuciach religijnych? Chociaż mi bardziej chodzi o kulturę rozmowy, między nami. Chyba, że te żarciki w stylu: "każdy może sobie wjechać na osiołku" miały kogoś sprowokować? Ale to nie działa, tylko budzi złe emocje.
Moim zdaniem, gdyby Martin bał się, ze ludzie będą tracić swoją wiarę, nie założyłby Odwyku..,
Ciebie to nie dotyka - Gerald, bo masz inne spojrzenie, albo bliski Ci jest światopogląd Eli... Albo jeszcze odmienne masz przekonania...

Kiedyś napisałam szczerze znanemu niektórym, youtuberowi, że nie powinien wyzywać ludzi na każdym kroku od: "świniojadów", bo Tym ich nie przekona, aby szanowali jego poglądy, albo się do niego przyłączyli...  
Też nie chciał zrozumieć,
więc dałam sobie spokój... Pozdrawiam.   Big Grin

Wydrukuj tę wiadomość

  Czy warto rozmawiać ze zwolennikami Teologii Sukcesu.
Napisane przez: joann071 - 2017-07-02, 02:47 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (8)

Jeśli ten wątek pasuje do czegoś wcześniejszego, proszę Adminów o "przeniesienie" wątku. Z góry dziękuję  Smile  Heart

Chciałam napisać o Teologii Sukcesu, ale od trochę innej strony niż zrobił to Gerald w bardzo dobrym tekście w dziale: Odwyk. Mianowicie chciałam Was zapytać jako młodych ludzi, bo wiem, że tutaj ich dużo, dlaczego waszym zdaniem Wasi rówieśnicy na to lecą? Przecież chęć pięknego i bogatego życia nie może być jedynym wytłumaczeniem? Ktoś powie, o co mi chodzi z młodymi, przecież starsi też to robią. Zaraz zrozumiecie do czego zmierzam. Ale najpierw dodam kilka rzeczy. Jestem osobą, która wierzy, że Pan Bóg współdziała z wierzącymi ku ich dobru. I wierzę, że może pobłogosławić kogoś w rzeczach materialnych. Nie mam nic do tego, że ktoś chce być Bogaty. Liczy się kim jest jako człowiek.  Ale nie mogę darować tej ideologii dwóch poglądów najbardziej: Pierwsze I najważniejsze, że Oni poniżają lub zupełnie pomijają Osobę P. Boga. Mimo, że pozornie modlą się. Drugie: krzywdzą ludzi i przyczyniają się do tego, że ktoś może utracić wiarę nie tylko w Boga, ale także w Człowieka. Obiecują uzdrowienie w zamian za całkowite posłuszeństwo, ale nie Bogu tylko im. Jak nie jesteś uzdrowiony, to jest Twoja wina, to jest perfidne o tym, mówił też Martin... Ale dla mnie to jak objadanie wdów i sierot. A wiecie dlaczego? Bo pół biedy jak ktoś sam lata przez cały rok po uzdrowicielach, chociaż to bez sensu. Ale matki w akcie desperacji ciągną do takich księży i pastorów swoje dzieci. Kto może bardziej wierzyć, w swoje uzdrowienie, jak nie młoda pełna marzeń osoba? Widziałam smutek na twarzy pewnej dziewczyny, po takich modłach...

W moim mieście średnio co miesiąc chyba jest taki cyrk. Jeszcze zamknięty, jeszcze za opłatą... Jak ktoś chce niech chodzi, niech płaci, ja dziękuję.  2P 2:1 ubg "Byli też fałszywi prorocy wśród ludu, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy potajemnie wprowadzą herezje zatracenia, wypierając się Pana, który ich odkupił, i sprowadzą na siebie rychłą zgubę."
I teraz zmierzam do sedna.
Uzmysłowiłam sobie niedawno, że wśród Waszych pokoleń, jest część ludzi, którzy mają tylko takie wyobrażenie o Bogu i nie ważne do jakiej należą czy nie, instytucji religijnej.

Mk 13:22 ubg "Powstaną bowiem fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy i będą czynić znaki i cuda, aby zwieść, o ile można, nawet wybranych."

W połowie lat 90 ub. wieku miałam możność czytać pewien magazyn katolickiej Odnowy w Duchu Św. I za tamtych czasów, nikomu nie zabraniano wierzyć w Cuda. Ale ostrzegano przed rozmaitym oszołomstwem, udawanymi językami niby Darem. Oczywiście nawiedzeni i wtedy byli, bo zawsze są, ale co by nie mówić o KK... Wtedy rozsądni ludzie też mieli jakiś głos. A teraz Kościół bierze wszystko jak leci, nawet rzeczy krytykowane przez protestantów i robi imprezę "Jezus na Stadionie". Nie wiem, czy wszyscy, ale niektórzy podobno dostają po kilka tysięcy złotych, za jedną imprezę w hali, lub w kościele. Teraz od jakiegoś czasu nową gwiazdą katolicyzmu jest nie jaki Marcin Zieliński i wiecie co, On naprawdę  kocha Boga, jest przekonany, że ma dary, że uzdrawia ludzi. Może przez to pociągnąć za sobą innych. Nie chcę mu tego odbierać, bo ponoć niektóre Cuda są udokumentowane. Wiem, że ludzie czytający to Forum, jeżdżą w różne miejsca i w związku tym chciałam Was zapytać, czy udało Wam się spotkać, kogoś, kto był zafascynowany tą ideą, bo np. przeczytał, jakąś książkę o Bogu i biznesie, a  po rozmowie z Wami zmienił zdanie? Pytam, bo chcę wiedzieć, czy jest jeszcze nadzieja, że nie pójdzie za tym większość, szczególnie młodych? Czy Waszym zdaniem warto próbować to zmieniać?

Wydrukuj tę wiadomość

  Jutro, w czwartek 29 czerwca, w Krakowie....
Napisane przez: Wojciech Apel - 2017-06-28, 03:37 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (2)

Jutro, w czwartek 29 czerwca, w Krakowie kilka osób ze Śląska przyjedzie na piknik aby spotkać kilka osób z Krakowa.

Ogłoszenie z planem wygląda tak:

Cytat:Plan działań:

12.oo zwiedzanie parku Jordana - poszukiwanie pozytywnych bohaterów wśród bohaterów
- szukamy listy wystawionych popiersi wielkich
- kto z nas chce być wielki i co na to Pan Jezus?
- biegiem przez historię Polski

14.oo na błoniach leżenie na trawie
- łapanie latającego gumowego kółka
- rozmowy z mrówką w trawie
- senne odloty i przytulanie się do koca na trawie
- uzupełnienie biegu przez historię (o ile będzie zasięg 3G/LTE)

16.oo lancz i przejazd na Kazimierz, po drodze ochłoda w gotyckich i barokowych kościołach
- w oczekiwaniu na tramwaj papieski czyli "Królestwo Boże przychodzi w małości i pokorze - powiedział facet, dla którego zamknięto pół miasta”
- czy Polakowski był Polakiem - zamawiamy schabowego z czulentem
- których habit bardziej maskuje: biały czy brązowy? a może czarny, bo będziemy mieli gościa.

18.oo spotkanie w salce mlecznej coworku Milk Studio, Miodowa 41, 2p
- Ef 1:13; 2:1-10; 3:14nn - myślę, że ja to poprowadzę
- Pismo Święte a moja intymność z Bogiem (zaproszony gość)
- około 20.oo pizza albo coś innego co nam przywiozą jak zamówimy (Beata ma pomysł gdzie i dlaczego tam)

21.oo idziemy na lody w okolice rynku

22.oo odlot Ślązaków przez Balice na A4

Punkty kontaktowe:
Kuba - SMS, telefon: 725 544 943; email: jakubwasek@vidlak.net
Wojtek - SMS, telefon: 601 42 50 19; email: wojtek@pp.org.pl

Celem tego zwołania jest wspólne spędzenie czasu by się o siebie zatroszczyć zachęcając się do dobrych uczynków i miłości.... tak jak to zapisano w Heb 10:24-25.

Wydrukuj tę wiadomość

  Byli Świadkowie Jehowy krytykują Pedofilię
Napisane przez: joann071 - 2017-06-27, 08:55 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (16)

Witam! Akurat ostatnio oglądam materiały byłych świadków. I jestem zbudowana, bo wielu z nich odchodzi z Organizacji, bo nie chcą krzywdy dzieci... Podczas gdy jakaś część katolików, potrafi bronić księży pedofilów. Nawet w swoim otoczeniu się z tym zetknęłam. I zawsze trudno mi się z tym pogodzić.  Sad Sad

Wydrukuj tę wiadomość

  Kościół Knuta
Napisane przez: Martin - 2017-06-08, 12:07 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (39)

W Warszawie od jakiegoś czasu działa organizacja chrześcijańska, która nie wiem jaką ma nazwę. Albo jej nie ma albo mało kto ją zna.

Powszechnie identyfikuje się tą organizację, jak wiele podobnych grup, od nazwiska lidera. W tym wypadku jest nim Knut Osland, nazwijmy ją więc "Kościół Knuta".

Grupa nie jest specjalnie liczna, ale ponieważ wielu słuchaczy Odwyku się znalazło w tej grupie, to temat jakoś krąży. Dlatego przydałoby się trochę konkretniejszych informacji. Zwłaszcza, że kto wie czy ta grupa nie zrobi się kiedyś liczna.

Założenia się więc takie, że są to chrześcijanie, którzy się spotykają w ramach zorganizowanej grupy w domach, a nie w kościołach. Nie ma liturgii, sztywnych programów spotkań, jest tak bardziej "domowo". Stawia się na aktywność i na działanie, którego ostatecznym celem wydaje się być zwiększanie liczby członków grupy.

Obowiązuje też system funkcjonowania, który nazywają "uczniostwo". W praktyce oznacza to, że każdy ma swojego opiekuna, takiego starszego brata, czy jak to tam nazwać. Jego zadaniem jest uczyć, pilnować, pomagać, nadzorować. Zwykle są więc tam pary - starszy (w wierze), młodszy (w wierze). Czasem pary dobierają się naturalnie, czasem się je wyznacza odgórnie.

Ogromny nacisk stawia się na przestrzeganie zasad moralnych. Nawet w kwestiach dyskusyjnych, typu picie piwa, kontakty damsko-męskie, palenie tego czy tamtego, oglądanie tego i owego, nie zostawia się na indywidualną ocenę ani nawet na indywidualne prowadzenie przez Ducha Świętego. Wszystkich obowiązuje jedno i to samo rozumienie spraw. Przy czym "obowiązuje" nie jest tu ścisłym pojęciem, bo nie ma oficjalnych nakazów czy zakazów. Przekonywanie członków do "jedynie słusznych" poglądów odbywa się rozmowami, przekonywaniem i rozmaitymi rodzajami grupowej presji, która bardzo przypomina relacje byłych Świadków Jehowy. Jeżeli ktoś jest oporny w przyjmowaniu poglądów grupy jako swoje, jest poddawany ostracyzmowi. Zrywanie przyjaźni z powodów poglądów na tematy tego co dokładnie jest grzechem a co nie jest jednym z częściej powtarzających się wątków. Ten ostracyzm jest bolesny, bo grupa jest uformowana w taki sposób, żeby zależność od wspólnoty była ważnym elementem życia. Jeżeli ktoś się upiera przy własnym rozumieniu spraw, ostatecznie zrywa się z nim kontakt i uważa za "odstępcę".

Inna charakterystyczna sprawa: członkowie tego kościoła w kontaktach z innymi bardzo często (o ile nie przy każdym spotkaniu) zapraszają i zachęcają do dołączenia do grupy. To jest już kwestia indywidualnej oceny czy to fajne czy niefajne, ale ja widzę w tym nachalność. Bardzo miłą, przyjazną i kulturalną, ale nieprzyjemną nachalność, bo stoi za tym wrażenie, że dla zapraszającego ta jego grupa jest całym życiem, czymś niesamowicie ważnym i fundamentalnym. To zachowanie jest podobne w stylu do zachowania członków MLM-ów - jeżeli ktoś miał okazje doświadczyć "werbowania", ten łatwo zrozumie o co chodzi.

I tu jest problem.

Bo niezależnie od szczerości ludzi, od autentycznego działania Boga (a bo było faktycznie, przynajmniej rok temu, potwierdzam), od fajnej filozofii stawiającej na aktywność i wychodzenie do ludzi, charakterystyka zachowań członków kościoła straszliwie przypomina zachowania w grupach psychicznej manipulacji, których najbardziej znanym przykładem są Świadkowie Jehowy.

Skąd wiem jak to wygląda?

Raz: bo w ostatnim miesiącu miałem rozmowy z kilkunastoma osobami, którzy albo byli poddawani manipulacjom ze strony członków grupy, albo byli tego świadkami albo sami je uskuteczniali. Przegadałem długie godziny i szczerze mówiąc dużo więcej niż bym chciał. Relacje są zgodne, są spójne i są wiarygodne. Niestety. Za dużo tego jest, żeby to uznać za wyjątki czy wynik jakiegoś indywidualnego żalu czy urazu kogoś do kogoś.

Dwa: bo widzę zmiany w ludziach. Jak powiedziałem, znam wielu z byłych słuchaczy Odwyku, którzy działają w tej grupie, dlatego mogłem obserwować jak ich to zmienia. No i nie za fajnie zmienia. Zdecydowana większość z nich ma objawy, które są typowe dla grup typu "Świadkowie Jehowy":

  • podporządkowanie życia jednostki życiu grupy
  • polaryzacja świata (albo jesteś z nami, albo przeciw nam)
  • hermetyzacja
  • utrzymywanie kontaktu tylko z tymi, którzy są potencjalnym zyskiem dla grupy
  • zrywanie kontaktów ze tymi, których się postrzega jako zagrożenie dla grupy
  • obsesyjne przestrzeganie odgórnie wyznaczonych zasad
  • rezygnacja z własnych dążeń, zainteresowań, hobby
  • częste odwoływanie się do zasad grupy, cytowanie słów liderów, powtarzanie haseł
  • wewnętrzny język
  • kult lidera
  • kult władzy
Trzy: bo sam widziałem formy psychicznych manipulacji i stosowano je również wobec mnie. Robił to sam Knut zresztą. Nie oceniam czy nieświadomie czy z premedytacją, bo nie wiem.


Powiesz: ja tam nic nie widziałem, nie rozumiem o co ci chodzi.

Na pewno wielu nie zaobserwowało i nie doświadczyło nic poza "przecież to fajni ludzie". A czy ja mówię, że nie fajni? Rok temu ja też uważałem, że to fajni ludzie i nic poza tym. Żadnych większych problemów. No, może co najwyżej szef przesadza z bezczelnością we włażeniu ludziom w ich życie. Ale ma jak najlepsze intencje.

Chciałem, żeby tak było.


Tego, że ludzie są fajni i w zdecydowanej większości mają tylko szczere zamiary i dobre intencje, to ja jestem pewny akurat. A czy Świadkowie Jehowy to nie są fajni ludzie? Pewnie, że fajni. A ci, którzy cię namawiają na MLM to co, potwory jakieś? Oczywiście, że nie.

Poza tym nie rozmawiamy o rzeczach, które każdy ma wypisane na czole. Nie da się ich zauważyć, a już na pewno nie na tym pierwszym etapie wchodzenia w grupę, kiedy nikt niczego od ciebie nie chce, wszyscy są mili i hojni, czuli i uśmiechają się i jest jak w raju.

Dosłownie jak z wiersza Andrzeja Bursy.

Mechanizmem jest zawsze ten sam: najpierw musisz poczuć, że u nas jest cudownie. Następnie musisz poczuć, że nawet jak gdzie indziej jest fajnie, to poza naszą fajnością innej nie potrzebujesz. A potem stajesz się częścią grupy i pniesz się po szczeblach coraz głębszej wiedzy i coraz ważniejszych wtajemniczeń. A im bardziej się angażujesz, im bardziej jesteś gorliwy i posłuszny, tym bliżej jesteś szczytów, z których płynie światło.

Jak masz zobaczyć cały ten mechanizm kiedy jesteś na pierwszym etapie? Nie tak łatwo.

Może największa bieda w tym wszystkim polega na tym, że większość członków takiej grupy działa zupełnie nieświadomie. Ostracyzm za złe poglądy i zachowania, miłość za dobre - to przychodzi naturalnie. Strach przed utratą akceptacji grupy naprawdę potrafi działać cuda. Odpowiednio duża dawka i dasz się przekonać, że Biblia zakazuje używania papieru toaletowego. I będziesz święcie w to wierzyć. I będziesz wpajać to następnym, manipulując nimi (niekoniecznie świadomie) w imię wyższych celów. Ten strach przed utratą miejsca w grupie plus autorytet lidera i afirmacja grupy są w stanie zmienić ludzi w roboty.

Miłe, fajne, sympatyczne, dobre. Ale jednak roboty.

I tyle na ten temat ode mnie.


Po co w ogóle ten wątek?

Bo chciałbym, żeby ci, którzy mieli swoje doświadczenia napisali o nich. Tutaj, gdzie każdy może przeczytać i się odnieść. Im więcej faktów, tym mniej zgadywania. Ja nie mogę powtarzać wszystkiego co mi ludzie w zaufaniu mówią, ale mogę ich poprosić, żeby sami napisali co widzieli.

Tyle mogę.

Więc jeżeli widziałeś efekty, o których mówię, potwierdź i opowiedz co wiesz. Jeżeli uważasz, że źle to widzę, to sprostuj co się nie zgadza i napisz dlaczego tak uważasz.

To jest forum, to jest miejsce do rozmów. Na traktowanie z góry, poniżanie, groźby i inne formy agresji słownej nie pozwolę, ale opinie można mieć jakie tylko kto chce. Nie wiem jak ty, ale ja na przykład chętnie zmienię zdanie. Chciałbym, żeby to wszystko okazało się jednym wielkim nieporozumieniem. Będzie mi głupio, ale to naprawdę mniej ważne.

Może też się też tak stać, że pod wpływem szczerych rozmów na niezależnym gruncie, ta organizacja zmieni się od środka i poprawi to co niepotrzebne i szkodliwe! To by było w ogóle najfajniej.

No, a jeżeli chcesz dołączyć do kościoła Knuta to jak najbardziej! Przecież to nie potwory, jak mówię, przeciwnie, to ludzie którym autentycznie zależy.

Ja tylko mówię, że jak wszystko inne, robisz to na swoją odpowiedzialność i, jak wszystko inne, angażowanie się w organizacje ma swoje konsekwencje. Dla ciebie i innych. I może mieć duże. Dlatego mądrze jest się dowiadywać z czym się ewentualnie trzeba liczyć dołączając tu albo tam i do jakiego stopnia powinieneś się spodziewać ingerencji w swoje życie.

A ten kto więcej wie, więcej może pomóc. Pisz więc.

Pamiętajcie też, że to przecież nie jedyna organizacja skupiająca chrześcijan na świecie. Jeżeli Bóg tam działa, to nie znaczy że nie będzie działać gdzie indziej. Nie traktujcie nigdy żadnej grupy jako stałe miejsce zameldowania Boga. Kościół należy do Jezusa, nie do Knuta. Ani do papieża. Ani do Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy. Ani do "twojego" pastora.

Jest przecież tylko jedna osoba, którą Jezus ustanowił jako kierownika wspólnoty wierzących na swoje miejsce. Nie, nie jest to Maria. I nie, nie jest to apostoł Piotr. To Duch Święty. Jezus mówił o tym wprost i jednoznacznie.

No to tyle ode mnie. Piszcie o swoich doświadczeniach, obserwacjach, opiniach.


Martin

Wydrukuj tę wiadomość

  Prawo w chrześcijaństwie
Napisane przez: Osa - 2017-06-08, 10:54 AM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (1)

To jest moje zdanie, które wydaje mi się, że jest biblijne, ale chętnie dowiem się co inni na ten temat sądzą.

Jezus nie przyszedł znieść Prawa ale je wypełnić. Dlaczego więc Paweł w listach dewaluuje Prawo i mówi, że ono nic nie daje, a ważna jest łaska? Dlaczego chrześcijanie dewaluują Prawo jakby „obowiązywał Nowy Testament” a Stary został wypełniony przez Jezusa „więc nas już nie obowiązuje”?

Co to w ogóle znaczy „wypełnić prawo”? Jeśli „prawo” to „zbiór przepisów” to wypełnienie go znaczy zastosowanie się do jego zakazów i nakazów. Jezus wypełnił Prawo „podwójnie” - raz, że ani razu nie przekroczył Prawa (nie złamał żadnego zakazu ani nakazu) – dwa, że swoją śmiercią spełnił plan Boga na zbawienie człowieka. Nieposłuszeństwo wobec Boga jest grzechem, a Jezus był posłuszny Ojcu aż do śmierci. Tak więc wypełnił Prawo również w sensie planu Boga.

Jeśli jednak wypełniamy „kodeks drogowy” - tzn. stosujemy się do jego wszystkich zakazów i nakazów – czy to znaczy, że on już nie obowiązuje? Czy Jezus przez pokazanie, że można być „idealnym kierowcą na swojej drodze życia” sprawił, że reszta kierowców „nie musi stosować się już do przepisów ruchu drogowego”? Oczywiście, że nie! Jezus pochwalił Prawo ale mówił o tym, że łaska jest ważniejsza. Więc jak należy to rozumieć?
Otóż świetny kierowca zdaje sobie sprawę kiedy można się do przepisów ruchu drogowego nie stosować (np. wypadek na drodze) i jest to lepsze niż stosowanie się do przepisów. Jednak, aby być świetnym kierowcą – trzeba znać doskonale przepisy drogowe. Jeśli ktoś ich nie zna – to tak naprawdę nie wie kiedy „można ich nie stosować” - bo nie wie w ogóle jakie te przepisy są. Tak samo z chrześcijanami. Twierdzą oni, że Prawo ich już w ogóle nie obowiązuje (lub skracają je do Dekalogu) tłumacząc to „łaską”. Jezus uzdrawiał w szabat – to prawda. Ale nie było tak, że NIGDY nie stosował się do praw szabasowych. Jezus normalnie przestrzegał szabatu, a kiedy nastąpiła specjalna okoliczność – wtedy dopiero „postawił człowieka wyżej niż szabat”. Tak samo kierowca – czasami wie, że przez zastosowanie się do sygnalizacji świetlnej np. pali się zielone światło, ale na skrzyżowaniu jeszcze są inne samochody – wówczas lepiej nie zastosować się do zielonego światła – żeby poprawić bezpieczeństwo innych.
Jak więc rozumieć Pawłowe stwierdzenia, że Prawo nic nie daje - czy wręcz Prawo daje śmierć, a łaska daje życie? Jak rozumieć, Pawłowe „przestrzeganie Prawa nic nie daje”?
Otóż przestrzeganie przepisów drogowych nie czyni z ciebie dobrego kierowcy. Jeśli jeździsz raz w tygodniu w niedzielę po zakupy – to przestrzeganie przepisów nie czyni z ciebie dobrego kierowcy. Dobrego kierowcę czyni z ciebie praktyka – częste jazdy, w różnym terenie – w mieście, na wsi, w lesie, na różnych odległościach. Dopiero taka częsta praktyka sprawi, że z doświadczenia nauczysz się reagować w trudnych sytuacjach, czy wiedzieć kiedy „stosowanie się do przepisów” może powodować większe zagrożenie, niż „nie stosowanie się do nich”. Czyli kiedy np. bezpieczeństwo innych uczestników ruchu wymaga aby nie stosować się do przepisów.
Tak samo jest z Prawem w chrześcijaństwie – przestrzeganie go – nic nie daje. Dopiero częsta praktyka – a więc codzienne życie chrześcijanina – jego postawa i uczynki mogą zrobić z niego „świetnego kierowcę”. Czy to znaczy jednak, że powinniśmy „wypuszczać na drogę” kierowcę który nie zna przepisów ruchu drogowego bo mówi, że „najważniejsze jest bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego – do tego sprowadza się cały kodeks drogowy” (Tak jak Jezus powiedział, że „do przykazania miłości Boga i bliźniego sprowadza się całe Prawo i Prorocy”)?
Nie wiem jak wy – ale ja nie chciałbym jeździć z kimś takim samochodem, kto nie zna przepisów ruchu drogowego i mówi „przecież tylko chodzi o to żeby było bezpiecznie dla wszystkich” - nie muszę znać kodeksu drogowego – wystarczy, że będę się stosował do tej zasady.
Nie chciałbym również by inni kierowcy mieli takie podejście.
Kodeks drogowy można uprościć to „zapewnij bezpieczeństwo sobie i innym” - ale czy można tym stwierdzeniem kodeks drogowy ZASTĄPIĆ? Oczywiście, że nie!

Zobaczmy jeszcze na to od innej strony – prawo jest odbiciem prawodawcy. Reżimowe rządy wprowadzają opresyjne, totalitarne prawo, pozbawiają swobód obywatelski, wprowadzają terror. Rządy demokratyczne wprowadzają prawo dobre dla obywatela – szanujące człowieka.
Tak więc jaki prawodawca – takie prawo, jakie prawo – taki prawodawca.

Możemy więc w Prawie znaleźć sposób myślenia Boga o człowieku i świecie. Możemy w nim znaleźć „jaki ma pomysł” na życie człowieka i jego relacje z otaczającym go światem.
Jeśli ktoś jest znawcą Van Gogha – zna doskonale jego życiorys, wszystkie obrazy, jest po prostu ekspertem od Van Gogha - i nagle odnajduje się zaginiony obraz, który być może namalował Van Gogh – to taki ekspert jest najlepszą osobą do tego żeby stwierdzić, czy ten obraz namalował Van Gogh. Rozpozna go po charakterystycznych pociągnięciach pędzlem, fakturze i użytych farbach, kolorach itd. Natomiast laik może ocenić czy ten obraz jest ładny czy brzydki, ale nie oceni jego autentyczności. Jeśli nawet wyda mu się, że może namalował go Van Gogh – to przecież może to być fałszerstwo, albo ktoś kto malował w podobnym stylu – więc opinia laika jest mało miarodajna.

Tak samo możemy patrzeć na Prawo – przez doskonałe poznanie go – poznamy „styl Stwórcy” - jego „farby, warsztat, pociągnięcia pędzla” - jego sposób patrzenia na świat i człowieka. Dzięki temu – w naszej codzienności będziemy mogli rozróżnić czy dany obraz namalował Stwórca czy tylko „fałszerz” (kłamca i oszust – Szatan). Ale nie można będąc laikiem powiedzieć o obejrzanym dziele czy jest ono autentyczne – dlatego właśnie powinniśmy poznawać Prawo Boga – nie po to by się szczycić jego znajomością – po to, żeby nam pomagało.
Tak samo – jeśli ktoś styl Leśmiana – to może wśród „odnalezionych” dzieł rozpoznać Leśmiana – nawet jeśli brak podpisu.

Tak więc poznawanie i przestrzeganie Prawa jest podstawą dla każdego chrześcijanina. Podstawą na której dopiero można budować dalsze konstrukcje. Pierwszym krokiem jaki powinien nastąpić po nawróceniu, uwierzeniu w Jezusa i chrzcie. Przestrzeganie go nie wartości samo w sobie – nie sprawi że będziemy zbawieni. Jest po prostu pierwszym krokiem do poznania sposobu patrzenia Boga na świat. Jest takim „kodeksem drogowym” - który trzeba poznać – po to by wiedzieć, kiedy stosowanie go nie jest najlepszym rozwiązaniem i po to, żeby zobaczyć w nim styl autora i umieć go rozpoznać w życiu codziennym.

Wydrukuj tę wiadomość

  chłopak i dziewczyna
Napisane przez: Szczepan - 2017-06-05, 11:57 AM - Forum: Jak żyć - Odpowiedzi (17)

Hej, mam dziewczynę, bardzo sie kochamy, dobrze sie dogadujemy, mamy wspólne zainteresowania i generalnie świata bez siebie nie widzimy. Jest jeden problem. Bardzo jej zależy na ślubie katolickim i to nie żeby była jakimś ultrakatolem, ale dla niej to po prostu trudne psychicznie, bardzo przeżywa za każdym razem jak myśli o tym że skoro ja nie jestem katolikiem to ona mnie w ten sposób zmusza do czegoś, a chce żebym był szczęśliwy. Ona bardzo chce wziąć ślub w kościele (do tego presja rodziny). A ja chciałbym z nią wziąć ślub i żyć. Rozmawiamy o tym jak to będzie w przyszłości i zdajemy sobie sprawe z tego że możemy mieć różny pogląd na przedstawianie Boga dzieciom itd.Ale chciałbym zapytać was co byście zrobili na moim miejscu. Czy ślub w KK będzie czymś złym na miejscu chrześcijanina?

Wydrukuj tę wiadomość

  Co robic?
Napisane przez: Bastek - 2017-04-29, 06:26 PM - Forum: Jak żyć - Odpowiedzi (5)

Witajcie, to Moj pierwszy post na tym forum, trafilem tutaj przez odwyk...
Od wielu lat zmagam sie z pewnym problemem, postaram sie go przedstawic...

Jako dziecko nie doswiadczylem milosci, akceptacji I tak dalej, w zwiazku z czym cale zycie staram sie osiagnac sukces, byc Kims...
Zauwazylem jednak ze nie o sukces chodzi, ale o to ze sukces ma mi DAC to czego nie dostalem w dziecinstwie...
Jako ze jestem zakompleksiony, nie wierze w siebie, ani nie mam na siebie pomyslu to z tego powodu cierpie...
Prosilem nieustannie Boga o zabranie tych kompleksow, o wiare w siebie, ale zamiast lepiej to bylo jeszcze gorzej, kompleksy wrocily ze zdwojona sila, pelno problemow do okola...

Caly czas pragne cos osiagnac, aby wreszcie ktos mnie zauwazyl, docenil, pokochal ale ze wzgledu na kompleksy, brak wiary w siebie itd nie potrafie tego, w zwiazku z czym oddala sie odemnie perspektywa zaspokojenia tych potrzeb przez co bardzo cierpie...

Co robic moi drodzy?

Wydrukuj tę wiadomość