Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Login/Adres e-mail:
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 503
» Najnowszy użytkownik: Iza
» Wątków na forum: 157
» Postów na forum: 4,445

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 42 użytkowników online.
» 1 Użytkownik(ów) | 41 Gość(i)
Konq

Ostatnie wątki
Pytanie(a) od Eliahu
Forum: Odwyk
Ostatni post: pitupitu
2 godzin(y) temu
» Odpowiedzi: 47
» Wyświetleń: 2,907
Lepiej jest dwóm niż jedn...
Forum: Odwyk
Ostatni post: Martin
2017-11-01, 02:00 PM
» Odpowiedzi: 4
» Wyświetleń: 491
Muuuzyka. Reaktywacja.
Forum: Odwyk
Ostatni post: Gerald
2017-10-13, 09:44 PM
» Odpowiedzi: 800
» Wyświetleń: 300,419
Kreacjonizm pod lupą
Forum: Odwyk
Ostatni post: mateusz
2017-10-13, 08:27 PM
» Odpowiedzi: 70
» Wyświetleń: 16,504
Robert Rient
Forum: Odwyk
Ostatni post: Hunter2321
2017-10-10, 09:45 AM
» Odpowiedzi: 20
» Wyświetleń: 1,703
Tajemny plan, czyli bibli...
Forum: Odwyk
Ostatni post: pitupitu
2017-09-25, 05:49 PM
» Odpowiedzi: 162
» Wyświetleń: 26,795
Humor
Forum: Odwyk
Ostatni post: Konq
2017-09-23, 01:23 PM
» Odpowiedzi: 55
» Wyświetleń: 21,492
Male Studyjko Nagraniowe
Forum: Odwyk
Ostatni post: Daniel777
2017-09-19, 10:17 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 177
Odwyk UK
Forum: Odwyk
Ostatni post: Daniel777
2017-09-10, 12:17 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 307
Nowości na Odwyku
Forum: Odwyk
Ostatni post: joann071
2017-09-02, 08:40 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 528

 
  Czy warto rozmawiać ze zwolennikami Teologii Sukcesu.
Napisane przez: joann071 - 2017-07-02, 02:47 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (8)

Jeśli ten wątek pasuje do czegoś wcześniejszego, proszę Adminów o "przeniesienie" wątku. Z góry dziękuję  Smile  Heart

Chciałam napisać o Teologii Sukcesu, ale od trochę innej strony niż zrobił to Gerald w bardzo dobrym tekście w dziale: Odwyk. Mianowicie chciałam Was zapytać jako młodych ludzi, bo wiem, że tutaj ich dużo, dlaczego waszym zdaniem Wasi rówieśnicy na to lecą? Przecież chęć pięknego i bogatego życia nie może być jedynym wytłumaczeniem? Ktoś powie, o co mi chodzi z młodymi, przecież starsi też to robią. Zaraz zrozumiecie do czego zmierzam. Ale najpierw dodam kilka rzeczy. Jestem osobą, która wierzy, że Pan Bóg współdziała z wierzącymi ku ich dobru. I wierzę, że może pobłogosławić kogoś w rzeczach materialnych. Nie mam nic do tego, że ktoś chce być Bogaty. Liczy się kim jest jako człowiek.  Ale nie mogę darować tej ideologii dwóch poglądów najbardziej: Pierwsze I najważniejsze, że Oni poniżają lub zupełnie pomijają Osobę P. Boga. Mimo, że pozornie modlą się. Drugie: krzywdzą ludzi i przyczyniają się do tego, że ktoś może utracić wiarę nie tylko w Boga, ale także w Człowieka. Obiecują uzdrowienie w zamian za całkowite posłuszeństwo, ale nie Bogu tylko im. Jak nie jesteś uzdrowiony, to jest Twoja wina, to jest perfidne o tym, mówił też Martin... Ale dla mnie to jak objadanie wdów i sierot. A wiecie dlaczego? Bo pół biedy jak ktoś sam lata przez cały rok po uzdrowicielach, chociaż to bez sensu. Ale matki w akcie desperacji ciągną do takich księży i pastorów swoje dzieci. Kto może bardziej wierzyć, w swoje uzdrowienie, jak nie młoda pełna marzeń osoba? Widziałam smutek na twarzy pewnej dziewczyny, po takich modłach...

W moim mieście średnio co miesiąc chyba jest taki cyrk. Jeszcze zamknięty, jeszcze za opłatą... Jak ktoś chce niech chodzi, niech płaci, ja dziękuję.  2P 2:1 ubg "Byli też fałszywi prorocy wśród ludu, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy potajemnie wprowadzą herezje zatracenia, wypierając się Pana, który ich odkupił, i sprowadzą na siebie rychłą zgubę."
I teraz zmierzam do sedna.
Uzmysłowiłam sobie niedawno, że wśród Waszych pokoleń, jest część ludzi, którzy mają tylko takie wyobrażenie o Bogu i nie ważne do jakiej należą czy nie, instytucji religijnej.

Mk 13:22 ubg "Powstaną bowiem fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy i będą czynić znaki i cuda, aby zwieść, o ile można, nawet wybranych."

W połowie lat 90 ub. wieku miałam możność czytać pewien magazyn katolickiej Odnowy w Duchu Św. I za tamtych czasów, nikomu nie zabraniano wierzyć w Cuda. Ale ostrzegano przed rozmaitym oszołomstwem, udawanymi językami niby Darem. Oczywiście nawiedzeni i wtedy byli, bo zawsze są, ale co by nie mówić o KK... Wtedy rozsądni ludzie też mieli jakiś głos. A teraz Kościół bierze wszystko jak leci, nawet rzeczy krytykowane przez protestantów i robi imprezę "Jezus na Stadionie". Nie wiem, czy wszyscy, ale niektórzy podobno dostają po kilka tysięcy złotych, za jedną imprezę w hali, lub w kościele. Teraz od jakiegoś czasu nową gwiazdą katolicyzmu jest nie jaki Marcin Zieliński i wiecie co, On naprawdę  kocha Boga, jest przekonany, że ma dary, że uzdrawia ludzi. Może przez to pociągnąć za sobą innych. Nie chcę mu tego odbierać, bo ponoć niektóre Cuda są udokumentowane. Wiem, że ludzie czytający to Forum, jeżdżą w różne miejsca i w związku tym chciałam Was zapytać, czy udało Wam się spotkać, kogoś, kto był zafascynowany tą ideą, bo np. przeczytał, jakąś książkę o Bogu i biznesie, a  po rozmowie z Wami zmienił zdanie? Pytam, bo chcę wiedzieć, czy jest jeszcze nadzieja, że nie pójdzie za tym większość, szczególnie młodych? Czy Waszym zdaniem warto próbować to zmieniać?

Wydrukuj tę wiadomość

  Jutro, w czwartek 29 czerwca, w Krakowie....
Napisane przez: Wojciech Apel - 2017-06-28, 03:37 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (2)

Jutro, w czwartek 29 czerwca, w Krakowie kilka osób ze Śląska przyjedzie na piknik aby spotkać kilka osób z Krakowa.

Ogłoszenie z planem wygląda tak:

Cytat:Plan działań:

12.oo zwiedzanie parku Jordana - poszukiwanie pozytywnych bohaterów wśród bohaterów
- szukamy listy wystawionych popiersi wielkich
- kto z nas chce być wielki i co na to Pan Jezus?
- biegiem przez historię Polski

14.oo na błoniach leżenie na trawie
- łapanie latającego gumowego kółka
- rozmowy z mrówką w trawie
- senne odloty i przytulanie się do koca na trawie
- uzupełnienie biegu przez historię (o ile będzie zasięg 3G/LTE)

16.oo lancz i przejazd na Kazimierz, po drodze ochłoda w gotyckich i barokowych kościołach
- w oczekiwaniu na tramwaj papieski czyli "Królestwo Boże przychodzi w małości i pokorze - powiedział facet, dla którego zamknięto pół miasta”
- czy Polakowski był Polakiem - zamawiamy schabowego z czulentem
- których habit bardziej maskuje: biały czy brązowy? a może czarny, bo będziemy mieli gościa.

18.oo spotkanie w salce mlecznej coworku Milk Studio, Miodowa 41, 2p
- Ef 1:13; 2:1-10; 3:14nn - myślę, że ja to poprowadzę
- Pismo Święte a moja intymność z Bogiem (zaproszony gość)
- około 20.oo pizza albo coś innego co nam przywiozą jak zamówimy (Beata ma pomysł gdzie i dlaczego tam)

21.oo idziemy na lody w okolice rynku

22.oo odlot Ślązaków przez Balice na A4

Punkty kontaktowe:
Kuba - SMS, telefon: 725 544 943; email: jakubwasek@vidlak.net
Wojtek - SMS, telefon: 601 42 50 19; email: wojtek@pp.org.pl

Celem tego zwołania jest wspólne spędzenie czasu by się o siebie zatroszczyć zachęcając się do dobrych uczynków i miłości.... tak jak to zapisano w Heb 10:24-25.

Wydrukuj tę wiadomość

  Byli Świadkowie Jehowy krytykują Pedofilię
Napisane przez: joann071 - 2017-06-27, 08:55 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (16)

Witam! Akurat ostatnio oglądam materiały byłych świadków. I jestem zbudowana, bo wielu z nich odchodzi z Organizacji, bo nie chcą krzywdy dzieci... Podczas gdy jakaś część katolików, potrafi bronić księży pedofilów. Nawet w swoim otoczeniu się z tym zetknęłam. I zawsze trudno mi się z tym pogodzić.  Sad Sad

Wydrukuj tę wiadomość

  Kościół Knuta
Napisane przez: Martin - 2017-06-08, 12:07 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (39)

W Warszawie od jakiegoś czasu działa organizacja chrześcijańska, która nie wiem jaką ma nazwę. Albo jej nie ma albo mało kto ją zna.

Powszechnie identyfikuje się tą organizację, jak wiele podobnych grup, od nazwiska lidera. W tym wypadku jest nim Knut Osland, nazwijmy ją więc "Kościół Knuta".

Grupa nie jest specjalnie liczna, ale ponieważ wielu słuchaczy Odwyku się znalazło w tej grupie, to temat jakoś krąży. Dlatego przydałoby się trochę konkretniejszych informacji. Zwłaszcza, że kto wie czy ta grupa nie zrobi się kiedyś liczna.

Założenia się więc takie, że są to chrześcijanie, którzy się spotykają w ramach zorganizowanej grupy w domach, a nie w kościołach. Nie ma liturgii, sztywnych programów spotkań, jest tak bardziej "domowo". Stawia się na aktywność i na działanie, którego ostatecznym celem wydaje się być zwiększanie liczby członków grupy.

Obowiązuje też system funkcjonowania, który nazywają "uczniostwo". W praktyce oznacza to, że każdy ma swojego opiekuna, takiego starszego brata, czy jak to tam nazwać. Jego zadaniem jest uczyć, pilnować, pomagać, nadzorować. Zwykle są więc tam pary - starszy (w wierze), młodszy (w wierze). Czasem pary dobierają się naturalnie, czasem się je wyznacza odgórnie.

Ogromny nacisk stawia się na przestrzeganie zasad moralnych. Nawet w kwestiach dyskusyjnych, typu picie piwa, kontakty damsko-męskie, palenie tego czy tamtego, oglądanie tego i owego, nie zostawia się na indywidualną ocenę ani nawet na indywidualne prowadzenie przez Ducha Świętego. Wszystkich obowiązuje jedno i to samo rozumienie spraw. Przy czym "obowiązuje" nie jest tu ścisłym pojęciem, bo nie ma oficjalnych nakazów czy zakazów. Przekonywanie członków do "jedynie słusznych" poglądów odbywa się rozmowami, przekonywaniem i rozmaitymi rodzajami grupowej presji, która bardzo przypomina relacje byłych Świadków Jehowy. Jeżeli ktoś jest oporny w przyjmowaniu poglądów grupy jako swoje, jest poddawany ostracyzmowi. Zrywanie przyjaźni z powodów poglądów na tematy tego co dokładnie jest grzechem a co nie jest jednym z częściej powtarzających się wątków. Ten ostracyzm jest bolesny, bo grupa jest uformowana w taki sposób, żeby zależność od wspólnoty była ważnym elementem życia. Jeżeli ktoś się upiera przy własnym rozumieniu spraw, ostatecznie zrywa się z nim kontakt i uważa za "odstępcę".

Inna charakterystyczna sprawa: członkowie tego kościoła w kontaktach z innymi bardzo często (o ile nie przy każdym spotkaniu) zapraszają i zachęcają do dołączenia do grupy. To jest już kwestia indywidualnej oceny czy to fajne czy niefajne, ale ja widzę w tym nachalność. Bardzo miłą, przyjazną i kulturalną, ale nieprzyjemną nachalność, bo stoi za tym wrażenie, że dla zapraszającego ta jego grupa jest całym życiem, czymś niesamowicie ważnym i fundamentalnym. To zachowanie jest podobne w stylu do zachowania członków MLM-ów - jeżeli ktoś miał okazje doświadczyć "werbowania", ten łatwo zrozumie o co chodzi.

I tu jest problem.

Bo niezależnie od szczerości ludzi, od autentycznego działania Boga (a bo było faktycznie, przynajmniej rok temu, potwierdzam), od fajnej filozofii stawiającej na aktywność i wychodzenie do ludzi, charakterystyka zachowań członków kościoła straszliwie przypomina zachowania w grupach psychicznej manipulacji, których najbardziej znanym przykładem są Świadkowie Jehowy.

Skąd wiem jak to wygląda?

Raz: bo w ostatnim miesiącu miałem rozmowy z kilkunastoma osobami, którzy albo byli poddawani manipulacjom ze strony członków grupy, albo byli tego świadkami albo sami je uskuteczniali. Przegadałem długie godziny i szczerze mówiąc dużo więcej niż bym chciał. Relacje są zgodne, są spójne i są wiarygodne. Niestety. Za dużo tego jest, żeby to uznać za wyjątki czy wynik jakiegoś indywidualnego żalu czy urazu kogoś do kogoś.

Dwa: bo widzę zmiany w ludziach. Jak powiedziałem, znam wielu z byłych słuchaczy Odwyku, którzy działają w tej grupie, dlatego mogłem obserwować jak ich to zmienia. No i nie za fajnie zmienia. Zdecydowana większość z nich ma objawy, które są typowe dla grup typu "Świadkowie Jehowy":

  • podporządkowanie życia jednostki życiu grupy
  • polaryzacja świata (albo jesteś z nami, albo przeciw nam)
  • hermetyzacja
  • utrzymywanie kontaktu tylko z tymi, którzy są potencjalnym zyskiem dla grupy
  • zrywanie kontaktów ze tymi, których się postrzega jako zagrożenie dla grupy
  • obsesyjne przestrzeganie odgórnie wyznaczonych zasad
  • rezygnacja z własnych dążeń, zainteresowań, hobby
  • częste odwoływanie się do zasad grupy, cytowanie słów liderów, powtarzanie haseł
  • wewnętrzny język
  • kult lidera
  • kult władzy
Trzy: bo sam widziałem formy psychicznych manipulacji i stosowano je również wobec mnie. Robił to sam Knut zresztą. Nie oceniam czy nieświadomie czy z premedytacją, bo nie wiem.


Powiesz: ja tam nic nie widziałem, nie rozumiem o co ci chodzi.

Na pewno wielu nie zaobserwowało i nie doświadczyło nic poza "przecież to fajni ludzie". A czy ja mówię, że nie fajni? Rok temu ja też uważałem, że to fajni ludzie i nic poza tym. Żadnych większych problemów. No, może co najwyżej szef przesadza z bezczelnością we włażeniu ludziom w ich życie. Ale ma jak najlepsze intencje.

Chciałem, żeby tak było.


Tego, że ludzie są fajni i w zdecydowanej większości mają tylko szczere zamiary i dobre intencje, to ja jestem pewny akurat. A czy Świadkowie Jehowy to nie są fajni ludzie? Pewnie, że fajni. A ci, którzy cię namawiają na MLM to co, potwory jakieś? Oczywiście, że nie.

Poza tym nie rozmawiamy o rzeczach, które każdy ma wypisane na czole. Nie da się ich zauważyć, a już na pewno nie na tym pierwszym etapie wchodzenia w grupę, kiedy nikt niczego od ciebie nie chce, wszyscy są mili i hojni, czuli i uśmiechają się i jest jak w raju.

Dosłownie jak z wiersza Andrzeja Bursy.

Mechanizmem jest zawsze ten sam: najpierw musisz poczuć, że u nas jest cudownie. Następnie musisz poczuć, że nawet jak gdzie indziej jest fajnie, to poza naszą fajnością innej nie potrzebujesz. A potem stajesz się częścią grupy i pniesz się po szczeblach coraz głębszej wiedzy i coraz ważniejszych wtajemniczeń. A im bardziej się angażujesz, im bardziej jesteś gorliwy i posłuszny, tym bliżej jesteś szczytów, z których płynie światło.

Jak masz zobaczyć cały ten mechanizm kiedy jesteś na pierwszym etapie? Nie tak łatwo.

Może największa bieda w tym wszystkim polega na tym, że większość członków takiej grupy działa zupełnie nieświadomie. Ostracyzm za złe poglądy i zachowania, miłość za dobre - to przychodzi naturalnie. Strach przed utratą akceptacji grupy naprawdę potrafi działać cuda. Odpowiednio duża dawka i dasz się przekonać, że Biblia zakazuje używania papieru toaletowego. I będziesz święcie w to wierzyć. I będziesz wpajać to następnym, manipulując nimi (niekoniecznie świadomie) w imię wyższych celów. Ten strach przed utratą miejsca w grupie plus autorytet lidera i afirmacja grupy są w stanie zmienić ludzi w roboty.

Miłe, fajne, sympatyczne, dobre. Ale jednak roboty.

I tyle na ten temat ode mnie.


Po co w ogóle ten wątek?

Bo chciałbym, żeby ci, którzy mieli swoje doświadczenia napisali o nich. Tutaj, gdzie każdy może przeczytać i się odnieść. Im więcej faktów, tym mniej zgadywania. Ja nie mogę powtarzać wszystkiego co mi ludzie w zaufaniu mówią, ale mogę ich poprosić, żeby sami napisali co widzieli.

Tyle mogę.

Więc jeżeli widziałeś efekty, o których mówię, potwierdź i opowiedz co wiesz. Jeżeli uważasz, że źle to widzę, to sprostuj co się nie zgadza i napisz dlaczego tak uważasz.

To jest forum, to jest miejsce do rozmów. Na traktowanie z góry, poniżanie, groźby i inne formy agresji słownej nie pozwolę, ale opinie można mieć jakie tylko kto chce. Nie wiem jak ty, ale ja na przykład chętnie zmienię zdanie. Chciałbym, żeby to wszystko okazało się jednym wielkim nieporozumieniem. Będzie mi głupio, ale to naprawdę mniej ważne.

Może też się też tak stać, że pod wpływem szczerych rozmów na niezależnym gruncie, ta organizacja zmieni się od środka i poprawi to co niepotrzebne i szkodliwe! To by było w ogóle najfajniej.

No, a jeżeli chcesz dołączyć do kościoła Knuta to jak najbardziej! Przecież to nie potwory, jak mówię, przeciwnie, to ludzie którym autentycznie zależy.

Ja tylko mówię, że jak wszystko inne, robisz to na swoją odpowiedzialność i, jak wszystko inne, angażowanie się w organizacje ma swoje konsekwencje. Dla ciebie i innych. I może mieć duże. Dlatego mądrze jest się dowiadywać z czym się ewentualnie trzeba liczyć dołączając tu albo tam i do jakiego stopnia powinieneś się spodziewać ingerencji w swoje życie.

A ten kto więcej wie, więcej może pomóc. Pisz więc.

Pamiętajcie też, że to przecież nie jedyna organizacja skupiająca chrześcijan na świecie. Jeżeli Bóg tam działa, to nie znaczy że nie będzie działać gdzie indziej. Nie traktujcie nigdy żadnej grupy jako stałe miejsce zameldowania Boga. Kościół należy do Jezusa, nie do Knuta. Ani do papieża. Ani do Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy. Ani do "twojego" pastora.

Jest przecież tylko jedna osoba, którą Jezus ustanowił jako kierownika wspólnoty wierzących na swoje miejsce. Nie, nie jest to Maria. I nie, nie jest to apostoł Piotr. To Duch Święty. Jezus mówił o tym wprost i jednoznacznie.

No to tyle ode mnie. Piszcie o swoich doświadczeniach, obserwacjach, opiniach.


Martin

Wydrukuj tę wiadomość

  Prawo w chrześcijaństwie
Napisane przez: Osa - 2017-06-08, 10:54 AM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (1)

To jest moje zdanie, które wydaje mi się, że jest biblijne, ale chętnie dowiem się co inni na ten temat sądzą.

Jezus nie przyszedł znieść Prawa ale je wypełnić. Dlaczego więc Paweł w listach dewaluuje Prawo i mówi, że ono nic nie daje, a ważna jest łaska? Dlaczego chrześcijanie dewaluują Prawo jakby „obowiązywał Nowy Testament” a Stary został wypełniony przez Jezusa „więc nas już nie obowiązuje”?

Co to w ogóle znaczy „wypełnić prawo”? Jeśli „prawo” to „zbiór przepisów” to wypełnienie go znaczy zastosowanie się do jego zakazów i nakazów. Jezus wypełnił Prawo „podwójnie” - raz, że ani razu nie przekroczył Prawa (nie złamał żadnego zakazu ani nakazu) – dwa, że swoją śmiercią spełnił plan Boga na zbawienie człowieka. Nieposłuszeństwo wobec Boga jest grzechem, a Jezus był posłuszny Ojcu aż do śmierci. Tak więc wypełnił Prawo również w sensie planu Boga.

Jeśli jednak wypełniamy „kodeks drogowy” - tzn. stosujemy się do jego wszystkich zakazów i nakazów – czy to znaczy, że on już nie obowiązuje? Czy Jezus przez pokazanie, że można być „idealnym kierowcą na swojej drodze życia” sprawił, że reszta kierowców „nie musi stosować się już do przepisów ruchu drogowego”? Oczywiście, że nie! Jezus pochwalił Prawo ale mówił o tym, że łaska jest ważniejsza. Więc jak należy to rozumieć?
Otóż świetny kierowca zdaje sobie sprawę kiedy można się do przepisów ruchu drogowego nie stosować (np. wypadek na drodze) i jest to lepsze niż stosowanie się do przepisów. Jednak, aby być świetnym kierowcą – trzeba znać doskonale przepisy drogowe. Jeśli ktoś ich nie zna – to tak naprawdę nie wie kiedy „można ich nie stosować” - bo nie wie w ogóle jakie te przepisy są. Tak samo z chrześcijanami. Twierdzą oni, że Prawo ich już w ogóle nie obowiązuje (lub skracają je do Dekalogu) tłumacząc to „łaską”. Jezus uzdrawiał w szabat – to prawda. Ale nie było tak, że NIGDY nie stosował się do praw szabasowych. Jezus normalnie przestrzegał szabatu, a kiedy nastąpiła specjalna okoliczność – wtedy dopiero „postawił człowieka wyżej niż szabat”. Tak samo kierowca – czasami wie, że przez zastosowanie się do sygnalizacji świetlnej np. pali się zielone światło, ale na skrzyżowaniu jeszcze są inne samochody – wówczas lepiej nie zastosować się do zielonego światła – żeby poprawić bezpieczeństwo innych.
Jak więc rozumieć Pawłowe stwierdzenia, że Prawo nic nie daje - czy wręcz Prawo daje śmierć, a łaska daje życie? Jak rozumieć, Pawłowe „przestrzeganie Prawa nic nie daje”?
Otóż przestrzeganie przepisów drogowych nie czyni z ciebie dobrego kierowcy. Jeśli jeździsz raz w tygodniu w niedzielę po zakupy – to przestrzeganie przepisów nie czyni z ciebie dobrego kierowcy. Dobrego kierowcę czyni z ciebie praktyka – częste jazdy, w różnym terenie – w mieście, na wsi, w lesie, na różnych odległościach. Dopiero taka częsta praktyka sprawi, że z doświadczenia nauczysz się reagować w trudnych sytuacjach, czy wiedzieć kiedy „stosowanie się do przepisów” może powodować większe zagrożenie, niż „nie stosowanie się do nich”. Czyli kiedy np. bezpieczeństwo innych uczestników ruchu wymaga aby nie stosować się do przepisów.
Tak samo jest z Prawem w chrześcijaństwie – przestrzeganie go – nic nie daje. Dopiero częsta praktyka – a więc codzienne życie chrześcijanina – jego postawa i uczynki mogą zrobić z niego „świetnego kierowcę”. Czy to znaczy jednak, że powinniśmy „wypuszczać na drogę” kierowcę który nie zna przepisów ruchu drogowego bo mówi, że „najważniejsze jest bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego – do tego sprowadza się cały kodeks drogowy” (Tak jak Jezus powiedział, że „do przykazania miłości Boga i bliźniego sprowadza się całe Prawo i Prorocy”)?
Nie wiem jak wy – ale ja nie chciałbym jeździć z kimś takim samochodem, kto nie zna przepisów ruchu drogowego i mówi „przecież tylko chodzi o to żeby było bezpiecznie dla wszystkich” - nie muszę znać kodeksu drogowego – wystarczy, że będę się stosował do tej zasady.
Nie chciałbym również by inni kierowcy mieli takie podejście.
Kodeks drogowy można uprościć to „zapewnij bezpieczeństwo sobie i innym” - ale czy można tym stwierdzeniem kodeks drogowy ZASTĄPIĆ? Oczywiście, że nie!

Zobaczmy jeszcze na to od innej strony – prawo jest odbiciem prawodawcy. Reżimowe rządy wprowadzają opresyjne, totalitarne prawo, pozbawiają swobód obywatelski, wprowadzają terror. Rządy demokratyczne wprowadzają prawo dobre dla obywatela – szanujące człowieka.
Tak więc jaki prawodawca – takie prawo, jakie prawo – taki prawodawca.

Możemy więc w Prawie znaleźć sposób myślenia Boga o człowieku i świecie. Możemy w nim znaleźć „jaki ma pomysł” na życie człowieka i jego relacje z otaczającym go światem.
Jeśli ktoś jest znawcą Van Gogha – zna doskonale jego życiorys, wszystkie obrazy, jest po prostu ekspertem od Van Gogha - i nagle odnajduje się zaginiony obraz, który być może namalował Van Gogh – to taki ekspert jest najlepszą osobą do tego żeby stwierdzić, czy ten obraz namalował Van Gogh. Rozpozna go po charakterystycznych pociągnięciach pędzlem, fakturze i użytych farbach, kolorach itd. Natomiast laik może ocenić czy ten obraz jest ładny czy brzydki, ale nie oceni jego autentyczności. Jeśli nawet wyda mu się, że może namalował go Van Gogh – to przecież może to być fałszerstwo, albo ktoś kto malował w podobnym stylu – więc opinia laika jest mało miarodajna.

Tak samo możemy patrzeć na Prawo – przez doskonałe poznanie go – poznamy „styl Stwórcy” - jego „farby, warsztat, pociągnięcia pędzla” - jego sposób patrzenia na świat i człowieka. Dzięki temu – w naszej codzienności będziemy mogli rozróżnić czy dany obraz namalował Stwórca czy tylko „fałszerz” (kłamca i oszust – Szatan). Ale nie można będąc laikiem powiedzieć o obejrzanym dziele czy jest ono autentyczne – dlatego właśnie powinniśmy poznawać Prawo Boga – nie po to by się szczycić jego znajomością – po to, żeby nam pomagało.
Tak samo – jeśli ktoś styl Leśmiana – to może wśród „odnalezionych” dzieł rozpoznać Leśmiana – nawet jeśli brak podpisu.

Tak więc poznawanie i przestrzeganie Prawa jest podstawą dla każdego chrześcijanina. Podstawą na której dopiero można budować dalsze konstrukcje. Pierwszym krokiem jaki powinien nastąpić po nawróceniu, uwierzeniu w Jezusa i chrzcie. Przestrzeganie go nie wartości samo w sobie – nie sprawi że będziemy zbawieni. Jest po prostu pierwszym krokiem do poznania sposobu patrzenia Boga na świat. Jest takim „kodeksem drogowym” - który trzeba poznać – po to by wiedzieć, kiedy stosowanie go nie jest najlepszym rozwiązaniem i po to, żeby zobaczyć w nim styl autora i umieć go rozpoznać w życiu codziennym.

Wydrukuj tę wiadomość

  chłopak i dziewczyna
Napisane przez: Szczepan - 2017-06-05, 11:57 AM - Forum: Jak żyć - Odpowiedzi (17)

Hej, mam dziewczynę, bardzo sie kochamy, dobrze sie dogadujemy, mamy wspólne zainteresowania i generalnie świata bez siebie nie widzimy. Jest jeden problem. Bardzo jej zależy na ślubie katolickim i to nie żeby była jakimś ultrakatolem, ale dla niej to po prostu trudne psychicznie, bardzo przeżywa za każdym razem jak myśli o tym że skoro ja nie jestem katolikiem to ona mnie w ten sposób zmusza do czegoś, a chce żebym był szczęśliwy. Ona bardzo chce wziąć ślub w kościele (do tego presja rodziny). A ja chciałbym z nią wziąć ślub i żyć. Rozmawiamy o tym jak to będzie w przyszłości i zdajemy sobie sprawe z tego że możemy mieć różny pogląd na przedstawianie Boga dzieciom itd.Ale chciałbym zapytać was co byście zrobili na moim miejscu. Czy ślub w KK będzie czymś złym na miejscu chrześcijanina?

Wydrukuj tę wiadomość

  Co robic?
Napisane przez: Bastek - 2017-04-29, 06:26 PM - Forum: Jak żyć - Odpowiedzi (5)

Witajcie, to Moj pierwszy post na tym forum, trafilem tutaj przez odwyk...
Od wielu lat zmagam sie z pewnym problemem, postaram sie go przedstawic...

Jako dziecko nie doswiadczylem milosci, akceptacji I tak dalej, w zwiazku z czym cale zycie staram sie osiagnac sukces, byc Kims...
Zauwazylem jednak ze nie o sukces chodzi, ale o to ze sukces ma mi DAC to czego nie dostalem w dziecinstwie...
Jako ze jestem zakompleksiony, nie wierze w siebie, ani nie mam na siebie pomyslu to z tego powodu cierpie...
Prosilem nieustannie Boga o zabranie tych kompleksow, o wiare w siebie, ale zamiast lepiej to bylo jeszcze gorzej, kompleksy wrocily ze zdwojona sila, pelno problemow do okola...

Caly czas pragne cos osiagnac, aby wreszcie ktos mnie zauwazyl, docenil, pokochal ale ze wzgledu na kompleksy, brak wiary w siebie itd nie potrafie tego, w zwiazku z czym oddala sie odemnie perspektywa zaspokojenia tych potrzeb przez co bardzo cierpie...

Co robic moi drodzy?

Wydrukuj tę wiadomość

  Największe protestanckie fora w sieci
Napisane przez: Martyna - 2017-04-20, 01:45 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (3)

Tutaj macie jedyne w Polsce forum ewangelicznych Protestantów, które od 2 miesięcy funkcjonuje w sieci i ma się świetnie, mnóstwo tematów, coraz większa grupa użytkowników i odwiedzających. Szata graficzna na najwyższym poziomie, atmosfera świetna dzieki użytkownikom. Fajne moderatorki i administrator.

http://e-protestanci.pl

W planach mają budowę portalu ewangelicznego oraz internetowego radia, tak więc zapowiada się ciekawie. Z tego co wiem każdy chętny jest mile widziany i dostaje szansę tworzenia jakiegoś projektu.

Nie są związani z żadną denominacją i działają całkiem niezależnie.

Wydrukuj tę wiadomość

  Dwie wersje Boga
Napisane przez: danielq - 2017-04-19, 10:58 AM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (3)

Chyba najmocniejszym i najciekawszym z odcinków odwykowych jest dla mnie nagranie "Archeologia:dwie wersje Boga" https://youtu.be/1pVLOMA-NNM
Padła tam ciekawa myśl, że obok Boga Biblii (Jahwe lub Jehowy) "Biblia mówi też o bogu, który ma wiele imion i do którego prowadzi wiele dróg".
Przez całą Biblię przewija się wiele obrazów pokazujących jak przez wieki, stosunkowo nieliczni ludzie służący Bogu Biblii idący "wąską drogą" musieli funkcjonować w morzu ludzi idących "szeroką drogą" drugiej wersji Boga (Mat 7:13)
Fajnie widać to było w opowieści o Eliaszu (1Królów 18) i w różnicach w sposobach oddawania czci akceptowanych przez Boga Biblii, a oddawaniem czci "drugiej wersji" omawianych przez prowadzących audycję.
Martin, współprowadząca bardzo dużo ciekawych informacji wniosła do odcinka, jest szansa na to byście jeszcze razem coś nagrali? Fajnie by było.

Ta "druga wersja Boga" ma zdecydowanie inne wymagania - albo wręcz brak wymagań - niż Bóg Biblii.
Pierwszą Biblijną wzmianką o "szerokiej drodze" zawiera chyba historia buntu Adama i Ewy. Bóg konkretnie i jasno zakazał Adamowi jeść z pewnego drzewa i poinformował, że ewentualną konsekwencją przekroczenia zakazu będzie śmierć (Rodzaju 2:17) Wiedziała o tym też Ewa (Rodzaju 3:3) Zupełnie przeciwną wersję przedstawił Ewie buntownik: "Z całą pewnością nie umrzecie, Gdyż Bóg wie, że w tym samym dniu, w którym z niego zjecie, wasze oczy na pewno się otworzą i na pewno staniecie się podobni do Boga, będziecie znali dobro i zło”. (Rodzaju 3:4,5)

Poprawcie mnie, jeśli coś źle napiszę. Ja rozumiem to mniej więcej tak:
Wg Boga Biblii zapłatą za grzech jest śmierć, powrót do prochu. (Rodzaju 3:19)
Dla potomków, Adama i Ewy, którzy uwierzą i czynami potwierdzą swą wiarę Bóg umożliwił - dzięki ofierze Jezusa - możliwość zmartwychwstania w dniu ostatnim i życia wiecznego (np: Rzym 6:23; Daniela 12:2; Jana 5:28; Jana 6:44)
To nie przypadek, że w całej Biblii nie ma jakichś modlitw za dusze zmarłych itp. Na nic nie przydają się jakieś ofiary, rytuały innych żyjących. "Każdy za siebie zda sprawę Bogu". (Rzym 14:12) Tym co się naprawdę liczy jest osobiste podejście do Bożych zasad i Jego zamierzenia. Biblia mówi o zmartwychwstaniu ludzi, tysiącletnim panowaniu Królestwa Bożego i sądzie, gdzie bierze się pod uwagę ich uczynki. (Objawienia 20:11-13)
Forma relacji jest bezpośrednia. Nawet jak funkcjonowało kapłaństwo i ofiary to modlitwy kierowane były bezpośrednio do Boga. Modlitwy zapisane w Biblii (np wiele Psalmów gdzie użyte jest wielokrotnie imię Boga) pokazują na naprawdę silne, bliskie relacje. Bardziej forma rozmowy, z kimś bliskim niż coś sformalizowanego. Po Jezusie kapłaństwo przestało obowiązywać. Mamy możliwość korzystać z pośrednictwa Jezusa, ale z tego co mówi Biblia to modlitwy też powinny być kierowane do Boga. (Jana 15:16) Ma to na pewno dobry wpływ na relacje. Osoba Boga staje się realna.

Wg "drugiej wersji" łamanie Bożych zasad przedstawiane jest - podobnie jak w Edenie - jako coś dobrego. Praktyki, które przez Boga Jahwe były piętnowane i karane śmiercią (m.in: spirytyzm, bałwochwalstwo,rozpusta, oddawanie czci wizerunkom, symbolom) były i są nieodłącznym elementem czczenia "drugiej wersji Boga"
Słowa buntownika z Edenu:"Na pewno nie umrzecie", obrastają co jakiś czas w nowe obiecanki i obecnie miliardy ludzi są przekonywane, że po śmierci z automatu mogą iść do nieba. Hurtowo wszyscy: od nieświadomego dziecka do ostatniego grzesznika, który zdąży przed śmiercią uiścić datek, odprawić jakiś uznany rytuał, wypowiedzieć formułkę itp. Wg niektórych wystarcza nawet jeśli ktoś zrobi to za nich...
Albo jakoś automatycznie - no bo po co Bóg? - odrodzi się w jakimś innym bycie itp. Dla każdego coś miłego i wygodnego.
Jeśli chodzi o relacje to w "drugiej wersji" jakoś mało to jest ważne, bo rozdrobnione jest na tyle różnych rytuałów, odbiorców modlitw, ludzkich pośredników, uzależnione od gadżetów - tu to można by powymieniać, lista jest naprawdę imponująca...Smile - że osoba Boga przestaje zupełnie być ważna. Mocno sformalizowane modlitwy, formułki, rytuały, zaklęcia itp.
Najczęściej wystarcza tylko jakaś tam świadomość, że jest gdzieś tam jakiś Pan.
Albo nawet część Pana.

Wydrukuj tę wiadomość

  Czy w ogóle prosić Boga o cokolwiek
Napisane przez: Deco - 2017-03-14, 07:38 PM - Forum: Odwyk - Odpowiedzi (7)

1. Bóg lepiej ode mnie wie co jest dla mnie dobre
2. Do tej pory dobrze wychodzę na jego planie
3. Czasem to, o co proszę wcale nie jest dla mnie dobre. To często pójście na łatwiznę. Jeśli Boga proszę aby mi było lepiej, łatwiej, czasem w przyszłości będzie to miało negatywne konsekwencje. Nieustanne wygrywanie jest destrukcyjne. A właściwie to o wygrywanie zazwyczaj się prosi Boga, a nie o porażkę, która nas czegoś nauczy.

I zastanawiam się nad tym, czy może rzeczywiście lepiej nie odpuścić i nie zaufać Bogu w 100%, że ma na mnie lepszy plan. Jest napisane, żebyśmy prosili, a Bóg nam da. Ale jest też napisane, że Bóg wie czego chcemy, zanim w ogóle poprosimy.

Do tej pory, od kiedy jestem chrześcijaninem, jest mi dobrze, niczego mi nie brakuje. Albo prawie niczego. Czy gdybym całkowicie przestał Boga prosić o cokolwiek, to by było tak samo dobrze, albo lepiej?

A może proszenie Boga jest lekkim brakiem zaufania w jego plan? To chyba akurat nie prawda, bo są miejsca w Biblii, które zachęcają do proszenia.

Macie jakieś doświadczenia związane z tym? Ktoś może przynajmniej na jakiś czas przyjął taką postawę? Jak na tym wyszedł? Czy przestanie proszenia o cokolwiek, nie sprawia, że człowiek traci ambicje, wszystko staje się dla niego obojętne?

Zapraszam do dyskusji.

Wydrukuj tę wiadomość