Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Problem ze strachem
#1
Witam wszystkich.

Być może użytkownicy forum "sprzed potopu" pamiętają że forum pomogło mi w podjęciu decyzji o zaufaniu Bogu i Chrystusowi. Od tego czasu trochę działo się w moim życiu, ale mam problem z jedną kwestią...
O ile nie sprawia mi problemu rozmawianie o Jezusie z ludźmi których znam to gdy przychodzi do rozmów z rodziną to nachodzi mnie strach który praktycznie mnie paraliżuje i ściska gardło tak, że nie mogę nic powiedzieć.
Pamiętam jak kilka lat temu zacząłem szukać Boga i błądzić z powodu tego że go nie znałem. Próbowałem wtedy porozmawiać o tym z rodzicami. Nie była to miła rozmowa, skończyła się na awanturze i ich słowach, że "dopóki jestem na ich utrzymaniu mam być katolikiem". Krótko po tamtej rozmowie wujek zaczął mówić że nie przyjdzie na mój ślub jak przestanę wierzyć w Maryję...

Of czasu jak się nawróciłem i jeżdżę na spotkania do Katowic, próbowałem o tym porozmawiać z rodzicami i za każdym razem nachodził mnie strach który to niweczył. W głowie stawały te wspomnienia i parę innych rzeczy. Tak jak to że studiuję i wciąż jestem niestety na utrzymaniu rodziny...

Prosiłem Boga o pomoc w tej rozmowie, ale strach nie pozwala mi jej rozpocząć. Po każdej próbie mam coraz większe wyrzuty sumienia i poczucie, że nie nadaje się na sługę Jezusa. Do tego ostatnio rodzina coraz gorzej patrzy na moje wyjazdy na spotkania odwykowe...

Ech. Szczerze mówiąc to wszystko wydaje mi się beznadziejne i nachodzą mnie wątpliwości czy wysyłać ten wątek. Chociaż pisząc słowa o wątpliwościach poczułem uspokojenie i namowę do założenia tego wątku. Wciąż jestem młody w wierze i cały czas poznaje Boga, w mojej najbliższej okolicy (czyli do kilkudziesięciu kilometrów) nie mogę natrafić na chrześcijan. Do najbliższej grupki którą znam mam 50 kilometrów. Być może tutaj uda mi się porozmawiać z ludźmi i spojrzeć na tą sprawę że strony, z której nie umiem tego zrobić samodzielnie.
Odpowiedz
#2
Prawdopodobnie 99,9% odwykowców ma ten sam problem, wiem, że to nie pocieszenie, ale to faktWink

Rodzi się pytanie o czym z nimi chcesz porozmawiać i co chcesz im przekazać w tej rozmowie?
Odpowiedz
#3
Arientar, też tak miałem te dwadzieścia lat temu...
Jak sobie przeanalizujesz postawę rodziny to dojdziesz do pewnych wniosków, ja doszedłem do takich:
- z reguły nie wiedzą nic więcej o Bogu i chrześcijaństwie ponad to czego nauczyli się z religii i na mszy, czyli prawie nic; dlatego nie będą rozmawiać na argumenty bo ich nie mają, pozostaje skorzystanie z władzy rodzicielskiej i to robią.
- skoro do tej pory nie zainteresowało ich to w co wierzy dziecko, to znaczy że wiarę traktują jak dodatek i trudno liczyć na jakieś rozmowy; dodatkowo twoja inność ma wpływ na status quo, więc będą starali się wciągnąć cię z powrotem do szeregu.
- z pewnością po rodzinie rozejdzie się że jesteś inny (bo np. nie chcesz chodzić do komunii czy święcić jajek) stąd pojawi się lekka presja z tej strony; taki wujek czy ciocia będą tu adwokatami diabła.
- w 99% przypadków wujki i ciotki i tak przyjadą na twój ślub, bo to przecież świetna okazja na bycie na pierwszej linii sensacji, nie odpuszczą sobie takiej gratki; zresztą jaka to strata jeśli tacy ludzie nie będą na twojej najlepszej życiowej imprezie?
- skoro rodzice dalej są katolikami, to znaczy że i tak edukacja i kasa jest dla nich ważniejsza niż przekonania, dlatego dalej będą wspierać twoje studia bo to również w ich interesie; chyba że są bardzo dumni to może, może... ale raczej wierzą że to dla ciebie dobre, i szkoda by było zrezygnować z powoduj jakiejś głupiej wiary.
- tak, będą zabraniać ci i krzywo patrzeć jak jeździsz na spotkania; to bardzo niemiłe ale nie popuszczaj - nie daj obciąć sobie korzeni. Spróbuj wytłumaczyć im że to jest czas i miejsce otwarte, mogą przyjść i sami przekonać się że nie robi się nic złego. Pewnie i tak nie przyjdą, ale otwartość jest tu argumentem - bo pewnie słyszeli o sektach i to że nie wiadomo co tam się dzieje.
- zacznij prosić Boga o wyposażenie abyś mógł się wyprowadzić: akademik, stancja, może jakaś pierwsza praca, itp. I tak cię to czeka, więc lepiej jak najszybciej.

Pozdro
Odpowiedz
#4
Dzięki za wsparcie. Chciałem napisać dopiero jak wszystko się rozwiąże, ale nie wiem ile to wszystko potrwa. W każdym razie Bóg mnie popchnął do rozmowy z rodzicami na tyle mocno, że przełamał mój strach i pomógł mi mówić. Na razie wygląda to tak, że spotkania odwykowe w Katowicach uznali za odłam katolickiej oazy, gdzie młodzież studiuje Biblię. Pozostaje mi czekać co z tego wyniknie.
Odpowiedz
#5
No i w zasadzie trafili bardzo blisko.

Za starych dobrych czasów Oaza i Odnowa w Duchu Świętych to było coś bardzo podobnego. Przynajmniej duża ich część. Ludzie szli w tą samą stronę co każdy kto szczerze szuka realnego Boga, tyle że oni zaczynali podróż od mocno zinstytucjonalizowanego kościoła, więc mieli dalszą drogę do przejścia i więcej przeszkód do pokonania. Wielu z nich ostatecznie wywalili z kościoła i musieli sobie stworzyć własne, niezależne grupy.

Tak czy inaczej, gdyby mnie kojarzono z Oazą albo Odnową w Duchu Świętym to bym był całkiem zadowolony.

Ale tak sobie pomyślałem przy okazji: o ile łatwiej ma człowiek, który zaczyna bez założeń , bez uprzedzeń, bez przywiązania - z czystą kartą!
Odpowiedz
#6
Trafiłeś martin - nawróciłem się w internacie (nie mylić z Internetem) właśnie dzięki chłopakom z Odnowy.
Więc śmiało Arientar możesz mówić że to odłam (choć o lata świetlne daleki) tego co tam wspominałeś, hehe.
Odpowiedz
#7
Dzisiaj znowu o tym pogadałem z matką. Po pierwszej rozmowie i przełamaniu strachu jest łatwiej. Na razie padło z jej strony "Jak znajdziesz czas to możesz jechać". Jeśli nic się nie zmieni, najprawdopodobniej uda mi się jutro pojechać do Katowic i spotkać z chłopakami.

W każdym razie na razie wydaje się być całkiem dobrze. Chociaż trochę głupio się czuję z tym, że nie dałem rady sam z siebie wyjść pogadać i potrzebowałem "kopa w tyłek" od Boga, który potem podpowiadał mi, co mówić... Teraz tylko muszę zobaczyć, co z tego wyjdzie.
Odpowiedz
#8
Ten temat mnie zaskoczyl.
Nie jestem sam :-). Ale ja z tym przegralem.
Odpowiedz
#9
(2016-12-11, 01:11 PM)AZGARD napisał(a): Ten temat mnie zaskoczyl.
Nie jestem sam :-). Ale ja z tym przegralem.

34 Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. 35 Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; 36 i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. 37 Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. 38 Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. 39 Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.
Mateusza 10, 34-39
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości