Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak Bóg ma na imię
#51
Mateusz, to nie przekłamania i nie oskarżenia. Wyrażam swoje zdanie na temat takiego zachowania. Uważam, że jest wiele spraw nieporównanie ważniejszych niż błędne oczekiwania odnośnie czasu końca. Tym bardziej, że było to wtedy wyjaśniane nie tylko w tym jednym artykule do którego się odnosisz. Ale nawet w nim (z roku 70) dość konkretnie na ten temat napisano:
„Czy z tego obliczenia wynika niezbicie, że w roku 1975 nastąpi ostateczny koniec obecnego systemu rzeczy? Ponieważ Biblia nie mówi tego wyraźnie, więc też nikt nie może twierdzić, że tak będzie.”

To tak jakbyś przez jeden błędny artykuł z rzetelnej gazety, który został jeszcze sprostowany potem w tej samej gazecie jak i dodatkowo innych mediach przestać ją czytać i przez pięćdziesiąt lat nadal przeżywał ten urywek który nie pasuje. Dziwne by to było. IMO

Kandydat na króla powiedział swoim przyjaciołom, że na pewno przyjdzie i obejmie władzę. Dał nakaz by wyczekiwali, dał pewne znaki przyjścia, ale nie powiedział konkretnie kiedy. Sam zresztą jeszcze wtedy nie wiedział. Data przyjścia była i jest zależna od kogoś większego niż on.
Daje im też zadanie i odchodzi.
Po wielu latach większość ludzi przyznających się do „znajomości” prowadzi zwykłe życie. Liczą na profity, ale nic albo prawie nic nie robią z tego co panujący już w oddali Król im zlecił.
Jest jednak grupa, która pilnie wyczekuje jego przyjścia i rozszerzenia władzy o teren na jakim żyją. Ma to realny wpływ na ich życie. Zdobywają się na wyrzeczenia, starają się naśladować Króla w postępowaniu, stosują się do jego zaleceń, obwieszczają jego przyjście i panowanie. Mówią o tym co trzeba robić by stać się jego podwładnymi.
Kto okaże się przyjacielem/znajomym/bratem jak Król przyjdzie panować?
Uważam, że ci co wyczekują i działają - mimo, że czasem nawet zaliczą jakąś wtopę - są prawdziwymi znajomymi i przyjaciółmi.
Czepianie się jakiejś ich wypowiedzi sugerującej okres przyjścia w kontekście wszystkich ich działań jest dziwne. Im dalej od tej wypowiedzi czepianie się jej staje się coraz bardziej śmieszne i wręcz żałosne.

Dlatego trudno mi nazwać obrażenie się o jakąś wypowiedź wyjaśnioną jeszcze przed czasem jakiego dotyczyła inaczej niż foch. Podobnie określiły to też znane mi osoby, które w latach 70tych odeszły, a potem wróciły do zboru.
Naprawdę nie rozumiesz, że rozkminianie po prawie pięćdziesięciu latach takiego czegoś jest żałosne?
Szczególnie w temacie wątku.
Odpowiedz
#52
Cytat: To tak jakbyś przez jeden błędny artykuł z rzetelnej gazety, który został jeszcze sprostowany potem w tej samej gazecie jak i dodatkowo innych mediach przestać ją czytać i przez pięćdziesiąt lat nadal przeżywał ten urywek który nie pasuje. Dziwne by to było. IMO

Czy przestałbym czytać? Zależy od gazety, może tak może nie. Ostatnio przestałem czytać jedną gazetę, bo pozatrudniali stażystów i mnie zaczęły wkurzać błędy  Wink
Czy przestałbym traktować jak wyrocznię? Oczywiście, na 100%.

Tu należy zauważyć, że to nie jest kwestia jednego artykułu, tylko coś, co się co regularnie zdarza od 200 lat, zarówno ŚJ, jak i wcześniej organizacjom, z których się wywodzą.

Przypominam, że wg jednego z założycieli, pana Rutherforda, pokolenie 1918-1925 miało nigdy nie umrzeć.

https://www.jwfacts.com/watchtower/1925.php

Cytat:Podobnie określiły to też znane mi osoby, które w latach 70tych odeszły, a potem wróciły do zboru.

A ja rozmawiałem trochę z ludźmi, którzy rozważali odejście od ŚJ. Znam też sporo relacji z drugiej ręki.

To nie jest łatwa decyzja, którą można podjąć pod wpływem focha. Rodzina się ciebie wyrzeka, przyjaciele zostawiają, dla dawnych znajomych stajesz się czarną owcą. Zostajesz bez drogowskazu, sam w świecie, którego nie rozumiesz i gdzie nikogo nie znasz.

Ogrom społecznego nacisku i emocjonalnego szantażu, który spoczywa na takich ludziach jest trudny do wyobrażenia. Dlatego się nie dziwię, że niektórzy temu ulegają i wracają. Sam nie wiem, jakbym się zachował.

Dlatego mnie tak niesamowicie wkurza obrażanie odwagi tych ludzi i nazywanie jej fochem.

Cytat:Naprawdę nie rozumiesz, że rozkminianie po prawie pięćdziesięciu latach takiego czegoś jest żałosne?

Żałosne jest tutaj jedynie bagatelizowanie poważnych decyzji innych przez nazywanie ich "żałosnym fochem".
Odpowiedz
#53
@Daniel

Cytat: Uważam, że jest wiele spraw nieporównanie ważniejszych niż błędne oczekiwania odnośnie czasu końca.

Oczywiście, że są ważniejsze rzeczy niż to czy ktoś zgadł czy nie zgadł daty "końca świata".
Jedną z takich rzeczy jest np. ustalenie czy grupa osób twierdzących, że prowadzi ją bezpośrednio sam Bóg oraz, że są podobno jedyną na świecie grupą która aktualnie wyraża prawidłową interpretację Słowa Bożego jest wiarygodna.
Zadam retoryczne pytanie: "Jak Biblia podchodzi to kwestii fałszywych proroków?"

Cytat:Tym bardziej, że było to wtedy wyjaśniane nie tylko w tym jednym artykule do którego się odnosisz. Ale nawet w nim (z roku 70) dość konkretnie na ten temat napisano:
„Czy z tego obliczenia wynika niezbicie, że w roku 1975 nastąpi ostateczny koniec obecnego systemu rzeczy? Ponieważ Biblia nie mówi tego wyraźnie, więc też nikt nie może twierdzić, że tak będzie.”

Pytanie: co zrobiłaby organizacja z człowiekiem, który nie zgodziłby się z tym proroctwem w czasach w których ono obowiązywało jako "prawda objawiona". Niech zgadnę - wyleciałby na pysk.

Ciekawe ile było takich przypadków i czy ktoś się pofatygował przeprosić te osoby, nie mówiąc o zadośćuczynieniu.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości